wtorek, 26 lipca 2016

Uczta powitalna, żarty i powrót do Hogwartu czyli jesteśmy Huncwotki!

No, że jakby coś się kupy nie trzymało to przepraszam, ale słucham pisząc:
- Wake Me Up
- Before You, 
- Go-Go, 
- Last Christmas 
- Footlose song                     
Także ten tego,  przepraszam ;) *pisane ręką Pioruna (mojego kochanego Piernicka)*
Jeśli to coś się kupy nie trzymało, to niestety nie moja wina, tylko mojego mózgu. Poza tym słucham właśnie muzyki, oglądając TVD, więc mi się nie dziwcie :D *pisane ręką Zgreda (zdrowego na umyśle człowieko-skrzata, który wcale nie powinien iść do psychiatryka)*
------------------------------------------------------------------------------------------------------  
- Dziewczyny... - zaczęła Ann - ...czy tylko ja boję się, co wymyślą chłopaki? 
- Na pewno coś bardzo "mądrego", jak to oni - zaśmiała się Dorcas. - A potem Lilka będzie musiała wszystko odrabiać.
Po tych słowach wybuchły śmiechem. No tak... Zawsze tak było, że kiedy oni się psocili i tracili punkty to właśnie ona zawsze musiała je potem zdobywać.
- Ta... - mruknęła z błyskiem w oku. - A Remi, to co, pies?
Kiedy wypowiedziała te słowa mięśnie Ann się spięły, bardzo martwiła się o to, że ktoś dowie się o przypadłości jej chłopaka. Poza tym, dziewczyny zaczęły już coś podejrzewać, więc będzie musiała go w końcu przekonać by im o tym powiedział. Przecież to jego przyjaciółki, zrozumieją to i zaakceptują. Jednak nie może teraz nawet pisnąć słówka, bo złamałaby obietnicę daną chłopakowi.
- Ale on też robi kawały, więc on się nie liczy - powiedziała zwycięsko panna Meadowes, uśmiechając się wesoło do przyjaciółek.
Jechały spokojnie, a powóz lekko podskakiwał na nierównej drodze. Jak na taką godzinę, było dość ciemno i ponuro, ale cóż się dziwić, bo chmury zakryły wszystkie gwiazdy, a deszcz uderzał w okna. Jednak one nie przejmowały się tym za bardzo, bo podczas podróży do Hogwartu bardzo często padało. Rozmawiały wesoło, śmiejąc się przy tym radośnie jakby nadal były małymi jedenastolatkami. Tyle, że to już nie jest dzieciństwo, a one nie zaczynają szkoły. Są mroczne czasy, one nie wiedzą komu ufać i jak się zachowywać. Czują się jak te zagubione dziewczynki pierwszego września w pociągu, które jechały do Hogwartu na pierwszy rok nauki. Chciały znowu być małymi Gryfonkami, których największym problemem było to, czy zdążą z napisaniem wypracowania. Przez całe wakacje bały się o swoje rodziny, czy nic im się nie stanie i czy są bezpieczni. Prawda jednak była taka, że nikt nigdy nie będzie bezpieczny, jeśli zło będzie na świecie. Z trudem słyszały skrzypienie kół, które je tak zawsze bawiło. Dorcas zawsze krzyczała podczas podróży "Ta stara kanciapa zaraz się rozwali! Jeszcze dzisiaj pójdę z tym do Dumbledore'a!" Oczywiście żartowała, bo nigdy do takiej wizyty nie doszło, ale sam fakt je śmieszył. Przestały myśleć w tej chwili o złu, przecież chociaż na chwilę można być szczęśliwym. Powóz zatrzymał się, a one ze śmiechem wyszły na zewnątrz. Rozejrzały się dookoła i z uśmiechami zauważyły jak Ester Look ląduję z głośnym piskiem w wielkiej kałuży. Nie znosiły tej blondwłosej palantki, która oprócz własnych cycków i jakiegoś przystojniaka, nie widzi nic. Chyba jedyna Gryfonka, która powinna trafić do Slytherinu, głupia i nieznośna franca. Miała swoje trzy koleżaneczki, które za wszelką cenę chciały zniszczyć dziewczyny. Jaka szkoda, że mało im się to udawało. Z wielkimi uśmiechami na twarzach weszły przez ogromne, drewniane do środka. Korytarz był pełen wesoło gawędzących uczniów, a na jego środku stała profesor McGonagall, która nawoływała pierwszorocznych. Dorcas głośno się zaśmiała, a reszta dziewczyn spojrzała na nią z niemym pytaniem.
- Przypomniałam sobie, jak to my byłyśmy takimi gówniarami i bałyśmy się Smoczycy - wytłumaczyła z uśmiechem Meadowes, mrugając do nich.
-No tak... - mruknęła rozbawiona Lily, patrząc kątem oka na kobietę. - Smoczyca to postrach Hogwartu!
Roześmiały się i ruszyły dalej, idąc do Wielkiej Sali. Usłyszały wołanie profesorki, które brzmiało "Słyszałam to i nie myślcie, że pójdzie wam to płazem!", co je bardzo rozbawiło. Może Ann i Lily były pilnymi uczennicami, dostawały same Wybitne i Powyżej Oczekiwań, ale to nie znaczyło, że nie wpadały w kłopoty. Może o ich kawałach nie było tak głośno jak o tych Huncwotów, ale robiły je znacznie częściej, niż ci chłopcy. Ann zwykle próbowała je uspokoić i powstrzymać przed robieniem tych żartów, ale najczęściej kończyła wrzucając łajnobombę do łazienki Ślizgonów z uśmiechem na ustach. Szczerze mówiąc nie miała daru przekonywania, o czym one bardzo dobrze wiedziały.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
A teraz, jak ktoś ma jakieś pytania do bohaterów, do mnie, chce skomentować coś lub zatweetować ulubiony fragment na Tweeeteeerku to... ZAPRASZAM!
#huncwotkowo 
Tak JJ to od Ciebie zapożyczyłam :) *znów pisał mój kochany Piernik*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz