16-letni Harry siedział w salonie wraz z Dursley’ami. To był
pierwszy taki wieczór od dłuższego czasu. Nagle zadzwonił dzwonek do
drzwi. Petunia poszła otworzyć, a za nimi stał Syriusz Black.
- Dzień Dobry. W czym mogę pomóc? – spytała kobieta.
- Mogę wejść? – spytał grzecznie.
- A kim pan jest?
-
Nie poznałaś Mnie Szkapuś? – jego cwany uśmiech wbił w ziemię
rozmówczynię. Teraz go poznała. To był przyjaciel jej siostry.
- Ach… Wchodź – przepuściła go do salonu.
- Nic tu się nie zmieniło... – westchnął
- Syriusz! – krzyknął Potter i zawiesił mu się na szyi. – Co ty tu robisz?
- Mam dla Ciebie niespodziankę. Mogę zabrać chrześniaka?
- Tak. Oczywiście – powiedział Vernon ze strachem w oczach.
- Harry idź się spakuj. Nie wrócisz już.
- Wrócę w czerwcu?
- Nie. W ogóle.
- Jak to?! – krzyknęły cztery osoby.
-
Normalnie. Harry idź. My sobie porozmawiamy - Rozsiadł się wygodnie
na kanapie i zaczął opowiadać rodzince swoich przyjaciół, o
niespodziance. Oczywiście pominął kilka ważnych kwestii. Ale to norma.
Black był za bardzo roztrzepany. – Gotowy? Idziemy. Do niezobaczenia –
Wyszli, wsiedli na motor mężczyzny i polecieli do Kwatery głównej.
Podczas lotu, Wymienili jedynie cztery kwestie.
- Ta niespodzianka to osoba czy rzecz?
- Osoby.
- Ile ich będzie?
-
Cztery. – młody czarodziej cały czas myślał, kto to będzie. Nawet
przeszła mu irracjonalna myśl, że może to jego rodzice, ale szybko
wyrzucił to ze swojej głowy. Wyskoczyli z kabiny i po wypowiedzeniu
kilku zaklęć stali przed wielkim domem przy Grimmauld Place 12
- No cześć Harry! – przed nim pojawili się bliźniacy.
- Cześć… - Nie zdążył dokończyć, bo Ginny się do niego przytuliła.
-
Chodź. Wszyscy czekają. – wyszeptała i poprowadziła go w głąb domu.
Weszli do salonu, a tam przy stole siedzieli między innymi: Remus Lupin,
Nimfadora Tonks, Rubeus Hagrid, Severus Snape, Minewra McGonagall,
Alastor Moody, państwo Weasley z dziećmi oraz reszta Zakonu Feniksa.
-
Witaj Harry – przywitał go Albus Dumbledore – Usiądź, proszę. A Wy
możecie zaczynać – kiwnął głową na czwórkę ludzi, stojącą w drzwiach.
-
Ekhem… To ja zacznę – odezwała się piękna blondynka z niebieskimi
oczami - Chodziłam do szkoły, do rocznika wraz z Syriuszem i Remusem.
Byliśmy w Gryffindorze. Mam na imię Dorcas. Jestem chrzestną Harrego
oraz… żoną Syriusza – Uśmiechnęła się do owego mężczyzny. On bez słowa
ją przytulił. – Panie profesorze?
- A tak, już – Machnął
różdżką, a przed nimi stanęła, dość wysoka, czarnowłosa kobieta z
ciepłym uśmiechem i szarymi oczami. – Ann? – Na to imię Lupin podniósł
wzrok- Może teraz ty?
- Tak jak Dorcas byłam w roczniku i domu
chłopaków – zaczęła powoli kobieta z czerwonymi włosami i takimi samymi
oczami. – Z Dor mieszkałyśmy w jednym dormitorium – chwilę się
zawahała, ale dokończyła – Mam na imię Ann. Mówili do mnie Annie lub
Kicia. – Nie pozwolono jej dokończyć, gdyż były nauczyciel OPCM-u,
porwał ją w ramiona. – Tęskniłam.
- Ja też. Nawet nie wiesz jak
bardzo – Dumbledore znów kiwnął patykiem i piękna pani Czerwień,
stała się blondynką o niebieskich oczętach.
- No i zostaliśmy my –
Odezwał się blond włosy mężczyzna o szarych oczach, podchodząc wraz z
żoną do stołu. – Tak jak dziewczyny i chłopaki byliśmy w Gryffindorze.
Łapa, Lunatyk. – kiwnął do chłopaków- Witam pani profesor. – uśmiechnął
się pięknie do McGonagall. – Napsuliśmy pani troszeczkę nerw. No ale
cóż. Bywa.
- Do rzeczy… - warknęła stojąca obok niego czarnowłosa.
- No już kochanie. Według wszystkiego zginęliśmy, tak jak i dziewczyny. No, ale żyjemy, mamy się dobrze…
- Skończ. Ja dokończę. Panie, panowie…
- Smarkerusie… - dokończył mężczyzna
- Rogacz! To jest resztka Huncwotów. – wskazała na Black’a,
Lupina i mężczyznę stojącego koło niej - Ja, Ann i Dor to resztka
Huncwotek. Jestem Lily Potter, a to mój mąż – James Potter. – szepnęła
i po kolejnym ruchu Albusa, stanęli przed stołem, przystojny brunet z
brązowymi oczami i piękna kobieta o rudych włosach i zielonych oczach.
- To jakieś żarty? – spytał ich Harry
- Nie, słonko. – chłopak uśmiechnął się do nich i mocno przytulił. – Kochamy cię – wyszeptał James.
- Ja Was też. – Każdy chciał uścisnąć nowo przybyłą czwórkę. Hagrid tak się wzruszył, że Molly musiała dać mu obrus do nosa.
- Ej.. chwilunia! Wróć! – zaczął George, patrzą na Freda – „Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz
Zawsze uczynni doradcy Czarodziejskich Psotników Mają zaszczyt przedstawić MAPĘ HUNCWOTÓW” – wyrecytował – Panowie. Jesteście wielcy – I wraz ze swoim bratem nisko się ukłonili, czym wywołali ogólną wesołość.
- A czemu się ukrywaliście? – spytała Nimfadora, która była smutna, gdyż Remus zaczął jej się podobać. Tera wiedziała, że nie ma szans
- To długa historia... – zaczął Dyrektor szkoły.
-
W skrócie – Dor postanowiła opowiedzieć – Jakby Voldzik nas zabił, to
byłoby kiepsko. A tak to w ostatniej chwili Nas uratowano. Jeździliśmy
po świecie i szukaliśmy Naszych zwolenników. Znaleźliśmy te… no… jak to
było? Te w co Lordzik, zaklął swoją duszę.
- Horkruks ?
- O tak! Dzięki Ron. Znaleźliśmy, zniszczyliśmy, nawet Nagini łatwo się dała! Lecz niestety on istnieje. I myślimy, ze ma jeszcze jakiegoś, ale nie wiemy co nim jest.
- Nie co. Tylko Kto. Harry – Powiedziała Hermiona, która schodziła z góry.
-
Mój syn. Horkruksem. Muszę usiąść. – Lily zrobiło się słabo. Ale zaraz
wstała i zaczęła wymyślać. – Nie. To nie on. Zaraz… Odbiło się od
zaklęcia. Ma bliznę. Ale kiedy to się zaczęło… Przed King Cross… Już
wtedy planował…
- Lily? Co się dzieje?
- Ann… Wycieczka przed Szóstym rokiem…
- Panie wybaczą, ale skoro... - zaczęła Hermiona
- Mów nam po imieniu - Uśmiechnęli się przybyli.
- Dobrze... Skoro ty Lily żyjesz, to tak naprawdę zaklęcie nie odbiło się od Harrego i nie weszło w niego.
- To jak w takim razie wytłumaczysz, że on widział te wszystkie potworności, Granger?
- Mam imię panie profesorze to po pierwsze, po drugie... Sami-wiecie-kto myślał, ze Harry jest Horkruksem i mógł wysyłać te wiadomości do niego, tak jak to zrobił z panem lub mną czy Ronem.
- Profesor McGonagall… czy jest możliwość, że on to zaplanował? - Spytała wciąż roztrzęsiona Lily
- Jest. Już wcześniej chciał Was zabić.
- A może tak od początku? – zasugerowała Hermiona.
-
Tak. Ale niech nikt nam nie przerywa. To nie będzie w niektórych
momentach miłe… - Syriusz uśmiechnął się krzywo wciąż przytulając żonę.
- Był rok 1976…
---------------------------------------------------------------------
No więc Marzenka ma nowy pomysł!! Dlatego musiałam popoprawiać rozdzialiki ;)
Syriusz żyje! Tak, tak. A wiecie czemu? Bo moja główka ma 1000 pomysłów na sekundę i okazało sie, że Black odbił się od ściany i wszyscy myśleli, że nie żyje. A jak wszyscy źli się aportowali to on się podniósł :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz