niedziela, 27 lipca 2014

1. Huncwoci i Huncwotki razem, czyli początek opowieści...

16-letni Harry siedział w salonie wraz z Dursley’ami.  To był pierwszy taki wieczór od dłuższego czasu.  Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Petunia poszła otworzyć, a za nimi stał Syriusz Black.
- Dzień Dobry. W czym mogę pomóc? – spytała kobieta.
- Mogę wejść? – spytał grzecznie.
- A kim pan jest?
- Nie poznałaś Mnie Szkapuś? – jego cwany uśmiech wbił w ziemię rozmówczynię.  Teraz go poznała. To był przyjaciel jej siostry.
- Ach… Wchodź – przepuściła go do salonu.
- Nic tu się nie zmieniło... – westchnął
- Syriusz! – krzyknął Potter i zawiesił mu się na szyi. – Co ty tu robisz?
- Mam dla Ciebie niespodziankę. Mogę zabrać chrześniaka?
- Tak. Oczywiście – powiedział Vernon ze strachem w oczach.
- Harry idź się spakuj. Nie wrócisz już.
- Wrócę w czerwcu?
- Nie. W ogóle.
- Jak to?! – krzyknęły cztery osoby.
- Normalnie. Harry idź. My sobie porozmawiamy  -  Rozsiadł się wygodnie na kanapie i zaczął opowiadać rodzince swoich przyjaciół, o niespodziance. Oczywiście pominął kilka ważnych kwestii. Ale to norma. Black był za bardzo roztrzepany.  – Gotowy? Idziemy. Do niezobaczenia – Wyszli, wsiedli na motor mężczyzny i polecieli do Kwatery głównej. Podczas lotu, Wymienili jedynie cztery kwestie.
- Ta niespodzianka to osoba czy rzecz?
- Osoby.
- Ile ich będzie?
- Cztery. – młody czarodziej cały czas myślał, kto to będzie. Nawet przeszła mu irracjonalna myśl, że może to jego rodzice, ale szybko wyrzucił to ze swojej głowy.  Wyskoczyli z kabiny i po wypowiedzeniu kilku zaklęć stali przed wielkim domem przy Grimmauld Place 12
- No cześć Harry! – przed nim pojawili się bliźniacy.
- Cześć… - Nie zdążył dokończyć, bo Ginny się do niego przytuliła.
- Chodź. Wszyscy czekają. – wyszeptała i poprowadziła go w głąb domu. Weszli do salonu, a tam przy stole siedzieli między innymi: Remus Lupin, Nimfadora Tonks, Rubeus Hagrid, Severus Snape, Minewra McGonagall, Alastor Moody, państwo Weasley z dziećmi oraz reszta Zakonu Feniksa.
- Witaj Harry – przywitał go Albus Dumbledore – Usiądź, proszę.  A Wy możecie zaczynać – kiwnął głową na czwórkę ludzi, stojącą w drzwiach.
- Ekhem…  To ja zacznę – odezwała się piękna blondynka z niebieskimi oczami - Chodziłam do szkoły, do rocznika wraz z Syriuszem i Remusem. Byliśmy w Gryffindorze. Mam na imię Dorcas. Jestem chrzestną  Harrego oraz… żoną Syriusza – Uśmiechnęła się do owego mężczyzny.  On bez słowa ją przytulił. – Panie profesorze?
- A tak, już – Machnął różdżką, a przed nimi stanęła, dość wysoka, czarnowłosa kobieta z ciepłym uśmiechem i szarymi oczami. – Ann? – Na to imię Lupin podniósł wzrok- Może teraz ty?
- Tak jak Dorcas byłam w roczniku i domu chłopaków – zaczęła powoli kobieta z czerwonymi włosami i takimi samymi oczami. – Z Dor mieszkałyśmy w jednym dormitorium   – chwilę się zawahała, ale dokończyła – Mam na imię Ann. Mówili do mnie Annie lub Kicia. – Nie pozwolono jej dokończyć, gdyż były nauczyciel OPCM-u, porwał ją w ramiona.  – Tęskniłam.
- Ja też. Nawet nie wiesz jak bardzo  – Dumbledore znów kiwnął patykiem i  piękna pani Czerwień, stała się blondynką o niebieskich oczętach.
- No i zostaliśmy my – Odezwał się blond włosy  mężczyzna o szarych oczach, podchodząc wraz z żoną do stołu. – Tak jak dziewczyny i chłopaki byliśmy w Gryffindorze. Łapa, Lunatyk. – kiwnął do chłopaków-  Witam pani profesor. – uśmiechnął się pięknie do McGonagall. – Napsuliśmy pani troszeczkę nerw. No ale cóż.  Bywa.
- Do rzeczy… - warknęła stojąca obok niego czarnowłosa.
- No już kochanie. Według wszystkiego zginęliśmy, tak jak i dziewczyny. No, ale żyjemy, mamy się dobrze…
- Skończ. Ja dokończę. Panie, panowie…
- Smarkerusie… - dokończył mężczyzna
- Rogacz! To jest resztka Huncwotów. – wskazała na Black’a, Lupina i mężczyznę stojącego koło niej -  Ja, Ann i Dor to resztka Huncwotek.  Jestem Lily Potter, a to mój mąż – James Potter.  – szepnęła i po kolejnym ruchu Albusa, stanęli przed stołem, przystojny brunet z brązowymi oczami i piękna kobieta o rudych włosach i zielonych oczach.
- To jakieś żarty? – spytał ich Harry
- Nie, słonko. – chłopak uśmiechnął się do nich i mocno przytulił. – Kochamy cię – wyszeptał James.
-  Ja Was też.  – Każdy chciał uścisnąć nowo przybyłą czwórkę. Hagrid tak się wzruszył, że Molly musiała dać mu obrus do nosa.
- Ej.. chwilunia! Wróć! – zaczął George, patrzą na Freda – „Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz
Zawsze uczynni doradcy Czarodziejskich Psotników Mają zaszczyt przedstawić MAPĘ HUNCWOTÓW
” – wyrecytował – Panowie. Jesteście wielcy – I wraz ze swoim bratem nisko się ukłonili, czym wywołali ogólną wesołość.
- A czemu się ukrywaliście? – spytała Nimfadora, która była smutna, gdyż Remus zaczął jej się podobać. Tera wiedziała, że nie ma szans
- To długa historia... – zaczął Dyrektor szkoły.
- W skrócie – Dor postanowiła opowiedzieć – Jakby Voldzik nas zabił, to byłoby kiepsko. A tak to w ostatniej chwili Nas uratowano. Jeździliśmy po świecie i szukaliśmy Naszych zwolenników. Znaleźliśmy te… no… jak to było? Te w co Lordzik, zaklął swoją duszę.
- Horkruks ?
- O tak! Dzięki Ron. Znaleźliśmy, zniszczyliśmy, nawet Nagini łatwo się dała! Lecz niestety on istnieje. I myślimy, ze ma jeszcze jakiegoś, ale nie wiemy co nim jest.
- Nie co. Tylko Kto. Harry – Powiedziała Hermiona, która schodziła z góry.
- Mój syn. Horkruksem. Muszę usiąść. – Lily zrobiło się słabo. Ale zaraz wstała i zaczęła wymyślać. – Nie. To nie on. Zaraz…  Odbiło się od zaklęcia.  Ma bliznę.  Ale kiedy to się zaczęło…  Przed King Cross…  Już wtedy planował…
- Lily? Co się dzieje?
- Ann…  Wycieczka przed Szóstym rokiem… 
- Panie wybaczą, ale skoro... - zaczęła Hermiona
- Mów nam po imieniu - Uśmiechnęli się przybyli.
- Dobrze... Skoro ty Lily żyjesz, to tak naprawdę zaklęcie nie odbiło się od Harrego i nie weszło w niego.
- To jak w takim razie wytłumaczysz, że on widział te wszystkie potworności, Granger?
- Mam imię panie profesorze to po pierwsze, po drugie... Sami-wiecie-kto myślał, ze Harry jest Horkruksem i mógł wysyłać te wiadomości do niego, tak jak to zrobił z panem lub mną czy Ronem.
- Profesor McGonagall… czy jest możliwość, że on to zaplanował? - Spytała wciąż roztrzęsiona Lily
- Jest. Już wcześniej chciał Was zabić.
- A może tak od początku? – zasugerowała Hermiona.
- Tak. Ale niech nikt nam nie przerywa. To nie będzie w niektórych momentach miłe… - Syriusz uśmiechnął się krzywo wciąż przytulając żonę.
-  Był rok 1976…

---------------------------------------------------------------------
No więc Marzenka ma nowy pomysł!! Dlatego musiałam popoprawiać rozdzialiki ;)

Syriusz żyje! Tak, tak. A wiecie czemu? Bo moja główka ma 1000 pomysłów na sekundę i okazało sie, że Black odbił się od ściany i wszyscy myśleli, że nie żyje. A jak wszyscy źli się aportowali to on się podniósł :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz