wtorek, 29 lipca 2014

2. Spacer, Voldemort, zapomnienie czyli wycieczka przed King's Cross

Był piękny, słoneczny dzień. Lily Evans vel Wiewióra  wraz z jej przyjaciółkami – Ann Nordis vel Annie -piękną blondynką o niebieskich oczach, Dorcas Meadowes vel Dor –brunetką z zielonymi oczami, oraz Alice Larsson vel Kolorek – naturalną szatynką, ale  że jest metamorfomagiem, codziennie miała inny kolor włosów, tego poranka miała niebieskie. – siedziały w kuchni rudowłosej i jadły śniadanie.  Szesnastolatki, właśnie tego dnia, wracały na szósty rok do Hogwartu - Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie
- Dobra! Przebieramy się i jedziemy na King’s Cross.  – zarządziła Larsson. Była ona bardziej zorganizowana niż Lilka, gdyż dwa tygodnie temu, obwieszczono że jej matka. -  Kate Evans, ma raka mózgu i nie ma szans na wyleczenie.
Przez ten czas dziewczyna, zmieniła się nie do poznania. Zaczęła nosić wyzywające stroje, pyskowała wszystkim jak leci.
- Mhm… A tak właściwie… to czemu, nie możemy przenieść się do Hogsmade, a później zwyczajnie przejść do szkoły? – spytała rudowłosa.
- Bo tak. I już. Spadaj na górę się ubrać.
- Dobra, już dobra.  Nie wpieniaj się tak. – Wybiegły z kuchni.
Po dziesięciu minutach Lily była już  ubrana w krótkie spodenki  i zieloną bluzkę na ramiączka. Nie chciało jej się czekać na dziewczyny, więc napisała im liścik.

„Będę na King’s Cross, na czas. Idę się przejść. Weźcie mój kufer.
Rudzik”
Założyła czarne pantofle i ruszyła.  Szła przez opuszczone ulice, aż nagle usłyszała krzyk. Wyjęła patyk, zwany przez wszystkich różdżką, a następnie ruszyła biegiem.
- I co teraz? – spytał Avery,  Śmierciożerca i jednocześnie Ślizgon. – Mamusia i tatuś nie pomogą?
- Pieprz się! – warknął chłopak. „Przecież to nie możliwe” – myślała gorączkowo dziewczyna.
- Och... Potter, Potter. Nas jest pięciu, ty jeden, dodatkowo bez różdżki. Dołącz do nas, a puścimy cię wolno.
-Spieprzaj. Mam powtórzyć? – splunął mu pod nogi
- Crucio! – Krzyknął, a James zaczął wykrzywiać się we wszystkie strony. Zielonooka ledwo opanowała krzyk. „Nie będziecie krzywdzić  MOJEGO Jamesa padalcy”   Zaczęła rzucać w Ślizgonów  zaklęcia niewerbalne, wcześniej rzucając na Siebie zaklęcie kameleona.
- Spadamy! – krzyknął Malfoy. Zniknęli.  Podbiegła do chłopaka, jednocześnie zdejmując z siebie czar.
- James… James…
- Lily? Ja śnię… Albo jestem w niebie.
- Nie wymyślaj już tyle.  – Uśmiechnęła się, bo wiedziała, że  jest już bezpieczny. Pomogła mu wstać.
- Skąd się tu wzięłaś?
- Mieszkam niedaleko. Szłam na spacer i usłyszałam Twój krzyk… Cieszę się, że nic ci nie jest…
- Lily… ja…
- Och... jak pięknie… - Przed nimi pojawił się sam Lord Voldemort. – Jak czuło. No niestety to koniec.
- Przepraszam? Po co ci to?
- Och… Nie czytasz Proroka? – zdziwił się zabójca.
- A po co? Same tam głupoty – Więc zaczął jej opowiadać o co mu chodzi, a ona w ten czas zawiadomiła Dumbledore'a, który od roku jest dyrektorem w Hogwarcie.
- Koniec. Do widzenia Jamesie i Lilianne. - Podczas gdy on wypowiadał piękne słowa śmierci, dziewczyna odważyła się wyznać prawdę chłopakowi w okularach.
- Kocham cię. – I lekko pocałowała.
- Ja Ciebie też… - Uśmiechnął się szczerze. Teraz, w obliczu śmierci, był najszczęśliwszy. Wiedział, że na zawsze połączy się ze swoją ukochaną.
- Avada Kedavra! – Mężczyzna* przeżył szok. Zaklęcie się od nich odbiło. Zaraz pojawił się Dumbledore i aurorzy. Po krótkiej, lecz poważnej rozmowie, „rycerze okrągłego stołu” (czyt. aurorzy) usunęli pamięć młodych. Jak gdyby nic, się nie stało.
Lekko oszołomiona Ruda teleportowała się na stację.  Pociąg już tam stał, więc postanowiła poszukać swoich przyjaciółek.
* Według tego co czytałam, on na razie jest człowiekiem, a później będzie fuuuj... bleee...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz